czwartek, 14 czerwca 2012

Rozdział 11

Szłam poboczem, zanosząc się burzliwym płaczem. Nie patrzyłam na drogę. W sumie teraz to nie miało dla mnie znaczenia, czy coś mi się stanie czy po prostu jakimś cudem przeżyje. Cały czas w myślach miałam słowa Ed'a, które tak realne przewiercały mi głęboką dziurę w sercu. Kiedy to wykrzyczał w jego oczach dostrzegłam wielką ulgę, ale z jednej strony i strach przed tym co będzie dalej. Nie wytrzymałam napięcia i uciekłam, jak najdalej przed siebie..
Zachowałam się okropnie, ale przecież byłam już dorosła i całą odpowiedzialność pobierałam za siebie.
- Jak chodzisz?! - Usłyszałam krzyk rozwścieczonego kierowcy, kiedy przechodząc przez drogę przebiegałam między autami. Nie patrząc w jego stronę, wyraziłam swoje emocje środkowym palcem, bo tylko na tyle mnie było stać.
Miałam cichą nadzieję, że Ed jednak po mnie zawróci. Ale przecież powiedział mi co o mnie myśli.. Miał się martwić kimś kto jest nikim?


***


Usilny deszcz od dłuższego czasu mieszał się z moimi łzami. Powoli dochodziłam do centrum. Nagle usłyszałam dźwięk telefonu, który zignorowałam. Ktoś jednak nie dawał za wygraną i cały czas się do mnie dobijał. Westchnęłam i przystanęłam, wyciągając komórkę. Kolejne połączenie - numer nieznany. Szybkim ruchem wyciągnęłam baterię, a aparat wrzuciłam do torebki. 'Abonent tymczasowo nieosiągalny'.


***


Siedziałam na parapecie w kuchni i z zadumą wpatrywałam się w okno. Kawa, którą zrobiłam sobie godzinę temu była już wystarczająco zimna, abym miała pretekst, żeby zrobić sobie nową.
Trzęsłam się z zimna, ale nie chciało mi się ruszyć po koc. Spoglądnęłam na zegarek - 21:30.
Ed nie wracał od trzech godzin.. W sumie do kogo?
Westchnęłam i odłączyłam grzejący się niemiłosiernie długo ekspres. Nagle usłyszałam dzownek do drzwi. Z trwogą udałam się w ich kierunku.
- Rosemarie Sheeran? - Spytał policjant rzeczowym tonem.
Mundurowy stał na progu wraz z drugim służbistą i lustrował mnie wzrokiem.
Skinęłam głową i czekałam na dalsze wskazówki.
- Pani brat miał wypadek - Wyjaśnił mężczyzna i z niepewnością odwrócił wzrok.
Poczułam jak cały mój świat niebezpiecznie wiruje. Przecież jeszcze kilka godzin temu rozmawialiśmy.. Kilka godzin temu przy mnie był!
- To musi być jakaś pomyłka! - Krzyknęłam i oparłam się o ścianę. Zawroty głowy na chwilę ustąpiły.
- Ed jest w stanie krytycznym. Przebywa w szpitalu w centrum. To kilka minut z tąd..
- Przykro mi - Mruknął ten drugi nie spuszczając ze mnie wzroku.
Słone krople na nowo zaczęły wypełniać moje oczy. Czułam się już zmęczona tymi emocjami. Miałam po prostu dość.
- Wpadł w poślizg.. Okropna pogoda - Tłumaczyli na przemian.
- Jedzie Pani z nami? Musimy jeszcze spisać zeznania.
Pokiwałam głową i wyszłam na dwór nie widząc nic przez falę łez.
- Zabiłam go - Mruknęłam sama do siebie wsiadając do auta.
- Co Pani wygaduje.. To był wypadek - Odparł zaniepokojony policjant.
Uśmiechnęłam się poprzez łzy, a później osunęłam na ziemię. Reszty nie pamiętałam..

2 komentarze:

  1. wiesz w sumie chcę ci napisać, że podziwiam cię za to, że to piszesz, a ludzie nie komentują. ja osobiście już dawno bym się załamała, bo mi komentarze dają dalszej energii do pisania. opowiadanie masz świetne, mam nadzieję, że skończysz je pisać, bo wiele osób poddaje się i przestaje pisać. to mnie zraża i rzadko decyduję się na czytanie jakiegoś opowiadania, gdy jest jeszcze w trakcie pisania. wolę czytać, gdy jest już skończone. życzę dalszej chęci do pracy i weny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. świetnie, czekamy na następne. MI też komentarze dają siłe do pisania. Ale musisz zrozumieć czytelników, przeciesz jak dotad prowadziłaś ten blog, na tamtym, przeniosłaś wszystkie rozdziały tutaj. Czytelnicy, już komentowali, te posty. Nie wiedzią jak to znowu zrobić, zostały jeszcze tam komentarze. Jestem pewna że jeśli doda następny rozdzial jutro, będzie tłum komentarz bo na to czekamy

    OdpowiedzUsuń