czwartek, 14 czerwca 2012

Rozdział 10


Wczorajsza rozmowa z Edem zakończyła się łzami, ale i wzajemnym zrozumieniem. Sheeran rozumiał jakie to dla mnie ważne. Wiedział, że taniec to jedyny sposób na życie, który chcę prowadzić. Nie mógł jednak się pogodzić, że chcę przebywać w takim towarzystwie. 
- Wychodzisz już? - Zderzyliśmy się ze sobą w korytarzu. Zamyślona, nie patrzyłam gdzie tak naprawdę idę. 
- Za pół godziny zaczynam - Odparłam.
Rudowłosy przez chwilkę milczał po czym kontynuował. 
- Jesteś pewna, że dasz sobie radę? 
Westchnęłam i rzuciłam tą samą, wyklepaną formułkę:
- Wiesz dobrze, że tak. 
Obdarzyłam go pewnym siebie uśmiechem i wyminęłam. Po drodze wzięłam kluczyki od auta i ostatni raz zapewniłam, że wszystko jest ok. 
- Ufam Ci - Mruknął na odchodnym. 
***
Ostrożnie zaparkowałam i spojrzałam w boczne lusterko. Mimo iż miałam prawo jazdy, musiałam uważać na auto brata. Jak mówił - jego perełkę. 
- Rose! - Usłyszałam krzyk Nathalie, zanim jeszcze zdążyłam wyjść z wozu. 
- Hej - odparłam i uściskałam koleżankę. 
- Jak się czujesz? Wczoraj zniknęłaś tak nagle.. - Zmartwienie uległo niezmiennej ciekawości. 
- Nie najgorzej - Mruknęłam, a przed oczami przeleciała mi wizja wczorajszego popołudnia.
- Martwiłam się.. A tak na marginesie daj z siebie wszystko. Suzzie znowu ma zły humor. 
Westchnęłam. Wszystko mnie bolało.. Każdy mięsień naciągnięty do granic możliwości dawał się we znaki. 
- Świetnie - Burknęłam i skierowałam się do budynku. 
***
- Dobra, zatrzymajcie się - Krzyknęła Suzanne i wskazała na mnie palcem - Sheeran za mało się starasz! Popraw to. 
Ze złością ruszyłam spowrotem na swoje miejsce i zaczęłam układ od początku. Po mniej niż jednej minucie muzyka ucichła a opalona piękność zmierzyła mnie wzrokiem z obrzydzeniem. 
- Dobra ty wypadasz. Jason ty też się za mało starasz. Obaj jesteście zwolnieni. 
Z niedowierzeniem schodziłam ze sceny. Moje marzenia w jednej chwili bezpowrotnie przestały istnieć. Spowrotem nie miałam na siebie planu..
- Wkurzona? - Spytał chłopak, który też został wyrzucony.
- Jeszcze się pytasz - Odparłam i zdjęłam z nóg baletki. 
Widząc obtarte do krwi kostki zachciało mi się płakać. Wkładałamw  to wszystko tyle wysiłku i poszło to na marne. 
- Rozluźnij się - Mruknął Jason podając mi małą bibułkę z jasnym proszkiem. 
Niewiele myśląc wciągnęłam substancję. I tak przegrałam wszystko..
***
Pedziłam jak szalona jedną z głównych ulic. Miałam świadomość, że powinnam zwolnić, ale wewnętrzny ból i narkotyki uderzyły mi do głowy. Nagle usłyszałam ryk policyjnej syreny. Spojrzałam w lusterko i ujrzałam mudnurowych, którzy od jakiegoś czasu musieli za mną jechać. 
- Cholera - Mruknęłam sama do siebie i zjechałam na pobocze. 
Uchyliłam szybę i z uśmiechem czekałam na mężczyznę w mundurze. 
Pojawił się natychmiastowo i poprosił o dokumenty. 
- Przekroczyła Pani prędkość o 80 km/h w terenie zabudowanym - Wytłumaczył.
- Naprawdę? - Udałam zdziwienie, a głupi uśmiech nie schodził z mojej twarzy - Śpieszyłam się.
- Pośpiech jest.. - Policjant ze zdumieniem wpatrzył się w moje oczy. Odwróciłam głowę i ukryłam, pewnie wielkie jak monety źrenice. 
- Niech Pani poczeka - Mruknął i oddalił się do wozu. 
Szybko ogarnęłam swój ogólny wygląd. Musiał zrozumieć, że znajduję się pod wpływem jakiś środków..
***
Siedziałam na policyjnym komisariacie i ze zmęczeniem wpatrywałam się w szary obraz rzeczywistości. Ectasy przestało działać.. Euforia zniknęła, a pojawiła się ospałość. Nagle na komendę wkroczył mój brat. Rzuciłam mu błagalne spojrzenie, ale ten nawet nie raczył na mnie spojrzeć. Był cholernie wkurzony..
- Pana siostra znajdowała się pod działaniem narkotyków. Przekroczona prędkość i substancje dopingujące.. - Tłumaczył gliniarz.
- rozumiem - Rudowłosy pokiwał głową - Mogę ją już zabrać? 
- Oczywiście. Wpis o przestępstwie zostanie umieszczony w aktach. 
Ed pożegnał się z policjantem i wyszedł z komisariatu. Szłam tuż za nim marząc, aby to wszytsko się skończyło.
- Przepraszam - Wyjąkałam cicho. 
Sheeran milczał. 
- Wiem, że cię zawiodłam - Dodałam z rosnącym poczuciem winy. 
- Przyzwyczaiłem się już, że nie można na Ciebie liczyć.
Słowa były jak cios w serce.
- Nie mów tak.. - Wymamrotałam czując łzy napływające do oczu.
- Stoczyłaś się po raz kolejny. Rose.. Jesteś nikim. 
Przegrałam..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz